Świadectwo – cudowny Medalik ratuje zagubioną duszę

Taka była wola Boża, że znalazłam się w szpitalu. Obok niezbędnych rzeczy, które ze sobą zabrałam, były również Cudowne Medaliki. Pomyślałam, że rozdam je chorym. Jednego wieczoru przechodziłam wraz z pielęgniarką przez salę chorych oddz.męskiego chirurgii naczyniowej. Tam były ciężkie stany chorobowe. Obdarowałam wielu medalikami z krótkim pouczeniem modlitwy.Niektórzy przyjęli dar z wdzięcznością, inni prosili o medalik dla członków rodziny.

W jednej z sal spotkała mnie jednak przykrość. Pewien chory wykrzyczał, że roznoszę jakieś blaszki, jak za komuny, że robię sobie kpiny z cierpiących, choć sama jestem chora, bo mnie nie pomógł medalik itp.Posądził, że wciskam ludziom ciemnotę i zagroził, że poskarży lekarzowi. Wróciłam do swojej sali i zaczęłam się gorąco modlić w jego intencji, prosząc Niepokalaną: ,,Matuchno ukochana, Ty jesteś tu obecna wśród chorych, patrzysz na naszą niemoc,; wstaw się za tym chorym, który pogardził Twoim darem; uproś u Syna Swego łaskę przemiany duchowej, ratuj go od śmierci wiecznej.”

Na drugi dzień skoro świt ów chory przyszedł do mnie i poprosił o medalik oraz o utrzymanie tego w tajemnicy przed jego ,,kolegami” w pokoju. Zwierzył się, że kiedyś otrzymał jakiś medalik od matki, ale owinął go w papier i włożył do portfela, a nigdy tam nie zagląda, bo się boi.

Dałam mu Cudowny Medalik i nadal się za niego modliłam Pojednał się z Bogiem, przyjął sakrament chorych.  Po paru dniach dostał zatoru płucnego i zmarł. Na szczęście jego dusza była uratowana. Dziękowałam Niepokalanej, że nie pozwoliła zginąć temu człowiekowi na wieki, a mnie udzieliła łaski wypełnienia obowiązku skutecznej troski apostolskiej względem bliźniego, stojącego w obliczu śmierci. /na podst. tekstu wydrukowanego w ,,Apostole Maryjnym” nr 1/2000/

264total visits,1visits today

Dodaj komentarz